 Wojciech Jóźwiak  
 zobacz mój dzisiejszy tranzyt
Data postu: 09:09 09-09-2009
15 | Nawiążę do dyskusji (w wątku "Plemię zodiakalistów i plemię enneagramowców") między Agasze i Tamką. Agasze mówi tam, że „jej liczba to 7” i „7-ki zwykle są samotnikami”. Ktoś kto uważnie czytał cały wątek zauważy, że ja wcześniej piszę tak: "7-Epikurejczyk ma jednocześnie cechy typu z dominującym Jowiszem i typu z dominującą Wenus". Czyli SIÓDEMKA NUMEROLOGICZNA to samotnik, a SIÓDEMKA ENNEAGRAMOWA to biegunowe przeciwieństwo samotnika: to ekspansywna i pełna wdzięku dusza towarzystwa!
I tak w tym momencie poruszyliśmy problem: enneagramu nie wolno mylić z numerologią. Mimo że posługują się prawie identycznymi nazwami, są to jednak dwa obce sobie języki, w każdym punkcie. Co gorsza, to są takie języki, które przypominają kłopot ze słowem „laska”, które po polsku znaczy „kij do podpierania się gdy ktoś utyka”, a po czesku znaczy: „miłość”. Albo jak s i sz w polskim i węgierskim, nasze s Węgier wymawia jak „sz” i odwrotnie. Oszaleć można.
Tymczasem mnóstwo ludzi enneagram z numerologią myli. Nie dalej jak wczoraj w rozmowie przyłapałem na takim błędzie pewną moją znajomą.
Jakie są różnice między tymi systemami?
Enneagram jest to czysta empiria. Nie wylicza się w nim żadnych liczb (ani nie stawia horoskopów). Enneagram przedstawia 9 wyrazistych wzorców osobowości. Sztuka posługiwania się enneagramem polega na tym, żeby na podstawie pewnych widzianych u ludzi „objawów” przyporządkować realnych ludzi do tych wzorców. Np. ktoś zachowuje się „niegrzecznie”, a przy tym czujesz, że w spornej sprawie nie ustąpi i nie będzie szukać kompromisu (itd.) - więc stawiasz hipotezę, że jest to Ósemka-Szef. Inny ktoś siedzi cicho w kącie, a na koniec przysłuchiwania się rozmowie rzuca trochę od bani: „to co mówiłeś, przypomina mi pewną kwestię, którą w roku 2002 podniósł Slavoj Żiżek”. Stawiamy hipotezę: oto Piątka-Obserwator. Ktoś inny usiłuje się z tobą zaprzyjaźnić, wręcza ci upominki, zaprasza do swojego domu na bankiet, albo namawia cię do zapisanie się do swojego stowarzyszenia - podejrzewasz, że to dwójka-Dawca. Itd. Znasz wzorce enneagramu, obserwujesz ludzi (i wiesz CO u nich obserwować, bo tego też uczy enneagram) - po czym oceniasz, do których wzorców pasują. Tak działa enneagram, tak go się stosuje. To jest czysta empiria. To jest tak, jakbyś z obserwacji zgadywał/a, w którym znaku dany człowiek ma Słońce, albo która planetę ma na ascendencie. Z tą różnicą, że znaki i planety są obarczone błędem przypadku, a enneagram został wymyślony i wyszlifowany właśnie z takim zamiarem, żeby sprawdzał się w możliwie największej liczbie przypadków.
Numerologia (chociaż też, jak enneagram, ma 9 swoich typów) działa całkiem inaczej. W wyniku jej procedury wylicza się liczbę, która ma być charakterystyczna dla danego człowieka - i do tego nie jest potrzebna żadna realna obserwacja. To jest „wnioskowanie pośrednie” - podobnie jak w dywinacjach wnioskuje się z czegoś "pośredniego" czyli niezwiązanego materialnie z tematem: z układu planet (w astrologii), z wyciągniętych kart (w tarocie), z liczby przełożonych patyków (w Yijingu). Oczywiście powstaje pytanie, czy naprawdę między planetami, kartami, patykami a ludźmi i wydarzeniami nie ma „materialnego” związku - ale to inna sprawa. Jung (psycholog-ezoteryk) i Pauli (fizyk-noblista od mechaniki kwantowej) taki związek postulowali i nazwali go „synchronicznością”. Być może taki związek istnieje także w przypadku numerów, ale byłoby bardzo dziwne, gdyby zachodził regularnie. W ogóle synchroniczność, jeśli zachodzi, to z pewnością NIEregularnie.
W każdym razie enneagramu z numerologią NIE WOLNO mylić, i jeśli ktoś czyta o jednym i o drugim, to radzę, niech oba te tematy trzyma możliwie daleko do siebie, w różnych i odległych szufladach mózgowych.
Wojciech Jóźwiak |